Nekrofile dają żyć. I zarobić
22.02.2009 12:36
Nekrofilia to chyba dobry biznes. W jeden dzień można zarobić na niej co najmniej 100 tysięcy złotych. Wczoraj, czyli w sobotę, znalazło się co najmniej 2200 osób, które zapłaciły po ponad sześć dych każda za możliwość obejrzenia obdartych ze skóry ludzkich zwłok w warszawskim centrum handlowym na wystawie Bodies... The Exhibition. A potem poszły na hamburgery z frytkami. Pychota!
Coś mi się wydaje, że w samej Warszawie nekrofilia jest bardziej popularna i do 19 lipca wystawę jeszcze kilka osób przyjdzie obejrzeć. Co prawda warto się śpieszyć, bo wredna policja może ją zamknąć, ale jakie sądy są w Polsce rychliwe to nie muszę pisać. Cóż, nierychliwe i niesprawiedliwe.
Bo gdyby tak wystawa była czynna aż do zapowiadanego 19 lipca to, jak łatwo policzyć, organizatorzy zarobiliby niemal 20 milionów złotych. Za takie pieniądze da się już godnie żyć.
Najsłynniejszym chyba twórcą tego rodzaju wystaw sprokurowanych z ludzkich zwłok jest Gunther van Hagens, nazwanym też przez media Doktor Śmierć. Ten naukowiec i syn żołnierza SS urodzony na polskich ziemiach kilka lat temu planował założenie zakładu – jak to się nazywa - plastynacji w Sieniawie Żarskiej w Lubuskiem, gdzie kupił obiekty po starej fabryce.
Ale wredna miejscowa ludność zaczęła protestować, burzyć się i słać donosy. Ciemnogród zwyciężył i niemiecki naukowiec zabrał zabawki z piaskownicy i wrócił do siebie za Odrę. Ale dziś może już jesteśmy nieco bardziej europejscy, bo pod centrum handlowym demonstracji ciemnogrodzian jakoś nie było?
Dobrze - to może już teraz trochę poważniej: na wystawie prezentowane są też ludzkie zarodki i płody. Podobno można je obejrzeć tam w każdej fazie rozwoju. Może jednak byłby jakiś pożytek z takiej wystawy gdyby kilka osób przyszło i obejrzało tego typu eksponaty? Może dzięki temu kilka osób dałoby się uratować przed spaleniem w przyszpitalnym krematorium?
Tagi:
aborcja, bodies... the exhibition, doktor śmierć, gunther van hagens, nekrofilia, warszawa, wystawa, zwłoki