Patronat branży: IBM Polska Sp. z o.o.

Smak mamrota

24.02.2009 12:47
Na fali zainteresowania Kazimierzem Marcinkiewiczem i jego młodziutką kochanką mało kto jakoś zastanawia się nad rzeczoną. Skoro wczoraj zająłem się byłym premierem w kontekście mediów to dziś przyjrzę się nieco dokładniej pannie Izabel, jak karze się dziewczę nazywać. Swojska Iza z Brwinowa wyjechała na rok do Londynu i w tym czasie nie dość, że zapomniała ojczystego języka, ale i jak się po polsku nazywa.

W jednej z najlepszych polskich powieści XX wieku czyli w Karierze Nikodema Dyzmy autor, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, nieprzypadkowo nazwał tytułowego bohatera tak, jak go nazwał. Wyrafinowane imię i przaśne pospolite, by nie rzec prostackie, nazwisko od razu kategoryzują postać bezbłędnie. Od razu wiemy, że mamy do czynienia z parweniuszem i, co tu by nie mówić, chamem ze wsi.

Nie, żebym miał coś przeciwko ludziom dążącym do zrobienia kariery. Nie mam nic. Nawet popieram gorąco takie dążenia. Ale jeśli jedynym powodem do zrobienia kariery jest pójście do łóżka z kimś sławnym - to ja podziękuję. Szczególnie celuje ostatnio w tym telewizja TVN, zatrudniając byłe i obecne kochanki i żony co bardziej znanych osób. Być może jest to jakiś deal - wy zatrudnicie moją kochankę to ja będę u Was stałym gościem.

A wracając jeszcze na moment do kochanki Kazimierza Marcinkiewicza. Dziewczyna jest co najmniej niesamowita. W ciągu paru tygodni zrujnowała karierę polityczną premiera, bądź co bądź, jednego z większych i ludniejszych krajów w Europie, zdobyła medialną sławę na jego plecach, pochwaliła się nowymi kozaczkami i wyczesaną poezją... zapomniałem o czymś jeszcze? Sami musicie przyznać - dziewczyna ma ewidentnie charyzmę.

A mi pozostaje współczuć rodakom, że aż tak długo mieli za premiera faceta, który na widok młodej... no, buzi... dostaje takiego pomieszania zmysłów, że w telewizyjnym studiu migdali się z podfruwajką. A potem ma pretensje i jest zdziwiony, że kamery to filmują. A Izabel jest na najlepszej drodze, żeby zostać godną następczynią Joli Rutowicz - w końcu aspiracje i parcie na szkło ma jeszcze większe.

W niedzielę obejrzałem sobie odcinek serialu Ranczo - czterech pijaczków codziennie tankujących pod sklepem Mamrota czyli wino marki wino zostaje odmienionych przez kobiety. Jeden przysięga przed Matką Boską, że przez tydzień nie będzie pił, kolejny oświadcza się księżowskiej gospodyni, a ta przyjmuje oświadczyny pod warunkiem jego ograniczenia się do raz w tygodniu, trzeci - nie pamiętam już co, ale też podmienia oranżadę na rzeczonego Mamrota i przyłącza się do kolegów-abstynentów, a czwarty zakłada ludowy zespół disco polo i ze swoją dziewczyną-sklepową oboje śpiewają na weselu kumpla od butelki. A to Polska właśnie...

Michał Wiśniewski swoje dzieci postanowił nazwać po francusku: Xawier, Fabienne, Etiennette oraz Vivienne Vienna. Natasza Urbańska córkę chciała nazwać Teona. Dorota Gawryluk syna nazwała nie wiadomo dlaczego jak aparat fotograficzny - Nikon. Katarzyna Figura dzieci nazwała Koko i Kaszmir Amber. Jarosław Jakimowicz syna ochrzcił Jowan, Edyta Górniak - swojego syna Alan.

Tadeusz Dołęga-Mostowicz chrzcząc swoich powieściowych bohaterów imionami Nikodem albo Ewaryst na tle polskich celebrities okazał się zachowawczym tradycjonalistą. Nawet on nie był w stanie przewidzieć radosnej erupcji twórczości jaką prezentują polskie gwiazdeczki.

Prekursorką w tym szaleństwie celebrities chyba była Ewa Bem, która coś ze trzydzieści lat temu dała córce na imię Pamela. Ale Pamela dziś nikogo już nie szokuje i nie dziwi, bo co trzecia dziewczynka w każdej wiejskiej podstawówce ma na imię Pamela, Olivia, Gabriella, Izabella albo Violetta. Ludziom na wsiach i w małych miasteczkach się jednak nie dziwię. Dziwię się za to bardzo, wydawało by się rozsądnym i obytym w świecie ludziom, takim jak Wiśniewski czy Figura.

Ale cóż... co się martwisz co się smucisz - ze wsi jesteś - na wieś wrócisz... Może to właśnie miała na myśli panna Izabel europeizująca jeszcze bardziej i tak już swoje światowe imię. Bo nic dziś tak nie demaskuje pochodzenia społecznego jak własne imię - im bardziej wymyśłne, tym bardziej świadczące o pochodzeniu z umysłowej i mentalnej prowincji. Każdy, jak to pisał Adam Mickiewicz, takie widzi świata koło, jakie tępymi zakreśla oczy.

Adam Mickiewicz też zresztą był, co tu ukrywać, wieśniakiem, bo jego nowogródczyzna to jednak ówcześnie tak samo jak dziś straszna prowincjonalna dziura. Co interesujące, wieszcz nigdy w życiu nie był ani przez moment w Warszawie. Ale wieśniak wieśniakowi nierówny, żeby nie było, że mam coś do ludzi ze wsi. Jednemu sierść się jeży w byle restauracji z biały obrusem - jak to ujął Maciej Rybiński w jednym ze swoich felietonów - a inny radzi sobie bez poruty na salonach w Paryżu.

Tagi: adam mickiewicz, dorota gawryluk, ewa bem, imię, imiona, jarosław jakimowicz, jola rutowicz, kariera, karirea nikodema dyzmy, katzrzyna figura, kazimierz marcinkiewicz, kultura, maciej rybiński, mamrot, media, michał wiśniewski, natasza urbańska, nikodem dyzma, paryż, tadeusz dołęga mostowicz, tvn, warszawa

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz się zalogować.

Jeżeli nie jesteś zarejestrowany w serwisie, możesz zrobić to tutaj.